Zielona Ukraina przywitała nas deszczem. My ją
śpiewem, łzami i drżącymi sercami. Pojechaliśmy w siedem osób dwoma samochodami.
Po przekroczeniu granicy w Medyce w naszym samochodzie rozbrzmiewały: śpiew,
śmiech i tłumione emocje. Co się działo w samochodzie Zbyszka? Nie wiem.
Podskakiwał w rytm śpiewanej pieśni, bądź też w rytm dziur, które nieskutecznie
starał się ominąć.
Powoli zbliżaliśmy się do Lackiej Woli. Emocje
kończyły swój szalony taniec ze śpiewem, ustąpiły miejsca zadumie i ciszy… Swój pobyt w wiosce rozpoczęliśmy od wizyty na
cmentarzu. Był czas na odszukanie grobów zmarłych bliskich, zapalenie zniczy,
rozmyślanie i łzy… Cały czas padał deszcz. Raz lało jak z cebra,
po chwili padał kapuśniaczek. Nam to jednak nie przeszkadzało. Rozpoczęliśmy
jazdę po Zagumniu. Droga według osób, które będąc dziećmi hasały po niej nic się nie
zmieniła…Pierwsze rozpoznane domy, miejsca dzieciństwa i młodości… Czasu na rozglądanie było mnóstwo, ponieważ z
powodu deszczu droga rozmokła, potworzyły się dziury i kałuże. Jechaliśmy
powoli.
Zatrzymaliśmy się u bardzo sympatycznych ludzi. Jak się okazało dwa domy
dalej pięćdziesiąt lat wcześniej mieszkała rodzina Zbyszka. Wujek przewodnik zaraz po zaparkowaniu
samochodów zabrał nas na spacer. Pokazywał gdzie kto mieszkał, gdzie był czyj
dom, ogród… Mimo, iż nie spaliśmy cała noc nie czuliśmy
zmęczenia. Biegaliśmy z aparatami robiąc zdjęcie za zdjęciem, notesami,
długopisami…Czasu było mało, a tyle do zobaczenia! Piesza wędrówka przez Błonia na stację Trzcieniec zakończyła się…….na
boso!!! Natura nas nie rozpieszczała…deszcz…mokre buty i skarpetki…..A co
tam!!! Zawsze chcieliśmy poczuć tą bliskość z naturą!!! A Lacka Wola jest
miejscem do tego stworzonym. Cisza i spokój……Nie ma pośpiechu i pogoni (chyba,
że my z aparatami ), czas płynie swoim zwykłym rytmem i tempem. Bociany
rozprostowują skrzydła, wyruszają z gniazd…..pasące się konie, krowy……Gęsi
przechodzące przez drogę…….i …ta cisza przerywana rzadkim muczeniem, gęganiem i
rżeniem……
Lacka Wola to też tajemnica, historia osnuta
mgłą zapomnienia. Tajemniczy grób przy drodze Błażeja z 1918 roku, krzyż
za Zagumniem mogiła żołnierza….Kim
byli? Jakie były ich losy? To historie rodzin, często z powodu wojennych
losów pełne bólu, smutku, łez. Ale pełne też radości i szczęścia. To miejsce
narodzin i śmierci. Historie ukryte w starych murach, nierzadko pod gęstym
płaszczem zieleni…..
Szum rzeczki, jej wezbrane wody….ławeczka
wśród wierzb i zdjęcia, zdjęcia by jak najwięcej uchwycić, ocalić. Szkoda, ze
emocji nie można zamknąć w fotografii.W każdym razie nie każdy to potrafi… I to delikatne ledwo uchwytne wrażenie, że
nagle nie wiadomo skąd na koniu pojawi się Ułan…
Noc mija szybko. Śpimy bezpiecznym, kojącym
snem…........ Drugi dzień pobytu to wyprawa do Lwowa.
Pociągiem ze stacji Trzcieniec. Leje jak z cebra... Do Trzcienca idziemy boso,
na stacji (przystanku) myjemy nogi w kaluży i zmieniamy „obuwie na wyjściowe” .
Pociąg żyje swoim własnym życiem. Można kupić wszystko: chrupki, piwo, gazety,
lody….jak na plaży „ lody, lody Bambino”. Siedzimy przez dwie godziny obserwując to
życie…..trzech grajków przygrywa chodząc po wagonach by było weselej.
Niepotrzebnie! Nikt nie jest smutny. Życzliwość, uprzejmość ludzi rzuca się w
oczy. Gdziekolwiek nie jesteśmy tam nas serdecznie witają i goszczą. Ale..
wracam do pociągu…Podróż mija szybko…potem Lwów. Piękne miasto, z przerażającą
kulturą na drogach! I znowu pociąg. Powrót przez Błonia…wody rzeczki porwały
kładkę…dobrze, że są inne…
Ostatni dzień pobytu. Wesele u jednej z rodzin, na dwieście osób!
Namiot ustawiony, polska muzyka przygrywa. Jadą, jadą goście! Dwa busiki
wypełnione po brzegi…a reszta gości? Na
pieszo w weselnych strojach, w błotku po kostki…. z pieśnia na ustach chciałoby
się rzec!!!!! Radość i szczęście bije od tej grupki….Jak miło!!! Człowiek
patrząc uświadamia sobie, co tak naprawdę w życiu jest ważne! Kościółek Świętego Józefa w Trzcieńcu jest widoczny z daleka. Jego wieże
sięgają wysoko, wysoko do nieba. To miejsce szczególne ( zresztą jak wiele
podczas tej podróży), ze swoją osobistą historią….......... Czy Lacka Wola się zmieniła? Ci, którzy tu mieszkali mówią, że nie.
Zmieniła się nazwa, jest prąd i gaz w domach. Przyroda jest piękna, drzewa zielone
nadal się pochylają nad strumykiem, na pięknym Błoniu pasą się konie, kościółek
pod wezwaniem Świętego Józefa gromadzi swoich wiernych …...... To była podróż marzeń. Podróż do krainy znanej
tylko z opowieści….ale marzenia się spełniają, a wszystko nadal jest tak jak w wierszu
Pani Janiny.
Droga po deszczu
Kapliczka przy drodze w Lackiej Woli
Błonie.
Blonie, widok w kierunku Trzcienca
Grób Błażeja Kopacza przy glównej drodze.
Krzyż na polu na "Zagumniu". W tym miejscu w czasie I Wojny zginąl nieznany żolnierz. W tle widoczny kosciól w Trzcieńcu.
Rzeczka
We Lwowie. Monika przed budynkiem teatru opery i baletu.